czwartek, 26 lutego 2009

historie cielesne

rozkoszne sekundy w miękkim czasie dookoła lepkiej przestrzeni; mnóstwo określeń i odczuć mnóstwo tego wszystkiego we mnie, w środku,
skotłowane, niepogrupowane, zmieszane
całe mnóstwo wszystkiego i gęste ciemne niebo i gdzieś tam cień szybko migający poruszający się w systematycznym morderczym dla mnie tempie
lenistwo do potęgi entej i którejśtam i zamiana sfer czasowych; bawię się w zwierzę nocne zwane kotem śpiące całe dnie wegetujące nocą ciemną cichą
gdy miasto śpi snem kamiennym siadam na parapecie, sklejam pamięć podziurawioną coraz gęściej i niepewną bytowania
pamiętam tak wiele że przepływa to przeze mnie z oporem, silnym strumieniem wypłukując i hucząc i grzmiąc przeraźliwie
piszczę w sobie i się nie poruszam; wypłynie dłońmi, ustami, oczami, wysypie sie z włosów nie uszkadzając mnie-panika zakazaną
gdy się nie poruszam przy jego ciele widzę idealnie ostry obraz pulsujących żył, miękkiego żywego ciała, ciepłej skóry, ruch oczu pod powiekami gdy tęczówki roztapiają się dookoła skupionych wilczych źrenic łapiących senne majaki
ma tak piękne dłonie tak silne i rozgrzane a ja popsułam już zamek zachłannie swoimi wdzierając się palcami pomiędzy jego długie palce
pamiętam tak mnóstwo rzeczy że tylko niektóre wypływają; zależnie od miejsca praktycznie zawsze wypłukuje z siebie coś
dobrze znasz ten wyraz oczu i to wygięcie ciała, dobrze znasz mój język i nigdy nie musiałeś pytać moich źrenic

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz