wtorek, 9 czerwca 2009

fever


jeśli kiedykolwiek pomyślałeś że masz kogoś na wyłączność byłeś w błędzie byłeś po prostu obok, w człowieku, byłeś jego częścią, tworzyłeś coś
ale nie posiadałeś niczego poza pamięcią i zmysłami odczuciami wydarzeniami śladami
jesteśmy tacy rozgorączkowani i tacy spokojni
od dawna nie było takiej ciszy codziennie są burze moja głowa pęka i wylewa się ciepły miękki mózg
wydrap skórę wydrap mięso i wydrap kości i znów mięso skórę na wylot
wgryź się w kark a ja zwinę się mrucząc
byleby zabolało w moich oczach podobno tkwi iskra szaleństwa zgrozy
przecież to tylko spokój i stary dostojny smutek
jesteśmy sobie szklani, nietypowi,
gdy nas widać marmurowi nieznajomi groźni i nieprzewidywalni szaleńcy i lunatycy bezsenne mary i potwory ze snów
wgrzebuję się noc w noc w ciemne lepkie drzewa i zjadam ptasie sny łapie je w klatkę zbudowaną z własnych żeber a moje nadgarstki zdradziecko trzeszczą, cicha ciemna noc i przerażone miliony które nie potrafią nawet podać powodu panicznego lęku
zabawne, wtedy właśnie miasto jest ciche, szepcze milionem modlitw i oddechów, śpiewa kołysankę rozkoszy i radości, błyszczy łzami i krwią
szelest drzew miesza się zwykle o trzeciej nad ranem z szelestem ciepłej skóry
widzę gigantycznego wilka za którym już nie biegnę ani on mnie nie goni, stoimy obok
mała nimfa i duży wilk
pękanie księżyca przebijającego chmury i miękki dźwięk mgły gniecionej jego łapami
swoista muzyka lasu
jesteśmy sobie szklani, spokojni i pewni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz