
dopuszczam pewną normę pewnien margines pewną lukę w logice dopuszczającą to co się zdarza dookoła, to czego nie można pojąć naturalnie, bez trudności, bez wysiłku
mistyczne walki wewnątrz i w deszczu; czasem patrze na szkielety drzew i zastanawiam się, czy aby nie śnię
wyglądają jak żywe pulsujące zwierzęta, gotowe wystraszone skoczyć błyskawicznie obok
a one sie nawet nie poruszają
w tle przebija mi się jej narkotyczny, zdesperowany głos powtarzający w kółko jedno imię i kakafonia jaką wywołują zabawki w dłoniach pewnych pań

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz